Dziś Święto Trzech Króli. Wspaniały dzień, święto upamiętniające trzech mędrców, którzy odwiedzili Jezusa w Betlejem. Ale to już nie tylko chrześcijańskie święto. To dziś także akcja polityczna, którą rozpoczął Jerzy Kropiwnicki - prezydent Łodzi. Celem akcji jest, aby 6 stycznia każdego roku był dniem wolnym od pracy.
Nie chcę w tej chwili odnosić się co do samej idei aby 6 stycznia był dniem wolnym. Napiszę jedynie, iż osobiście uważam, że tych wolnych dni w naszym kalendarzu jest już tak wiele, że kolejny dzięki któremu przerwa noworoczna może się wydłużyć jest zbędny. Pamiętajmy także, że każdy może w tym dniu mieć wolne - np. biorąc urlop w pracy.
Bardzo żałuję, że prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki, charyzmatyczny przywódca dawniej ZChN, a obecnie ChRS, nie poświęca tyle swej uwagi na problemy Łodzi. A ich jest wiele. W zeszłym roku, prezydent miasta wolał jeździć po świecie i walczyć o dzień wolny w Trzech Króli, niż pilnować remontów łódzkich ulic, zajmować się komunikacją miejską, budownictwem komunalnym czy też walką o czystość w mieście. Szczególnie ten ostatni problem bardzo nam w Łodzi przeszkadza. Prezydent miasta podczas wyborów w 2006 roku podpisał na 4 lata kontrakt z mieszkańcami Łodzi. Czy się z niego wywiązuje. To okaże się pod koniec kadencji, ale już dziś ocena wystawiana przez łodzian w sondażach powinna martwić prezydenta. Tym bardziej żałuję, iż prezydent tak dużej akcji nie prowadzi w interesie Łodzi. A mógłby. Cóż, jego wybór.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Wspólnie z prezydentem miasta do Sejmu RP jeżdżą jego urzędnicy. Wszyscy oczywiście w tym dniu są na urlopach (radni to skrupulatnie sprawdzają). Ale zastanawia, czy wszyscy tak z miłości do szefa i z poparciem dla idei wędrują do Warszawy. Czy też może zostali o to poproszeni i boją się odmówić, wiedząc o ewentualnych konsekwencjach.
Z pewnością zastanawiać może, czy miejscy urzędnicy zamiast zajmować się sprawami miasta powinni aż tak bardzo angażować się w sprawy, które bezpośrednio miasta nie dotyczą. Moim zdaniem - nie.