sobota, 10 listopada 2012

Retkinia nie jest już w mieście? Czyli jak zostałem radnym z „obszarów uzupełniających"

Na ostatniej Sesji Rady Miejskiej w Łodzi rozpoczęliśmy dyskusję o „Polityce Miasta Łodzi dotyczącej przestrzennego rozwoju 2020+”. Projekt był prezentowany przez Dyrektora Biura Architekta Miasta Marka Janiaka. Zakłada on osiągnięcie trzech celów: rozkwit centrum miasta, ograniczenie zjawiska „rozlewania się miasta” oraz „ świadome, identyfikujące się z Łodzią społeczeństwo”. Cele są bardzo ogólne i trudno się z nimi nie zgodzić. Dziś wreszcie dużo się robi, aby rewitalizować łódzkie Śródmieście, które przez lata było bardzo zaniedbane. Na szczególną uwagę zasługuje Program Mia100 Kamienic, który jest sztandarowym projektem Prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej. Jeśli dodamy do tego programy „Strych” oraz „Remontuj i miej” to tworzy nam się nowy system wspierania rozwoju centrum miasta. Aby te cele można było szybko zrealizować muszą być do tego wykorzystane właściwe narzędzia, w tym dobre uchwały Rady Miejskiej. I tu w przypadku projektu uchwały autorstwa Marka Janiaka mam kilka uwag – zarówno formalnych jak i merytorycznych. Zacznę od uwag formalnych.

Ustawa z 27 marca 2003 roku o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym jasno stanowi jakimi narzędziami posługują się gminy w określaniu polityki przestrzennej. Są to studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. O ile Studium Uwarunkowań nie jest aktem prawa miejscowego i określa politykę przestrzenną to „miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego” kształtują, wraz z innymi przepisami, sposób wykonywania własności nieruchomości. Chciałbym przypomnieć, że Rada Miejska w 2010 roku przyjęła Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, którego przygotowanie trwało kilka lat i które było poddane konsultacjom społecznym. Radni rozpatrzyli szereg uwag i przyjmując Studium określili politykę przestrzenną na najbliższe lata.

Dziś Dyrektor Marek Janiak, któremu Studium jak widać nie za bardzo się podoba, chce iść na skróty i przygotował projekt uchwały, którego podstawą prawną nie jest ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, a przepisy ustawy o samorządzie gminnym o przyjmowaniu „programów gospodarczych”. Polityka przestrzenna miasta z pewnością nie jest programem gospodarczym. Zastanawiam się dziś, czy Rada może w ogóle taką uchwałę podjąć i jak ją pod kątem prawnym oceni organ nadzoru czyli Wojewoda Łódzki. Uważam, że jeśli panu Dyrektorowi Janiakowi nie podoba się obecne Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego to powinien nakłonić Panią Prezydent do próby jego zmiany, a to przewidziane jest w ustawie określoną procedurą. Dlatego też zastanawiam się czy nie lepiej aby taki projekt, jeśli w ogóle ma być dalej procedowany, powinien mieć formę niezobowiązującego stanowiska Rady bądź być kierunkami działania dla Prezydenta Miasta.

Kolejne moje wątpliwości budzi „skuteczność” samej uchwały, którą proponuje Dyrektor Janiak. Projekt zakłada między innymi, że na „obszarach uzupełniających miasta”, czyli np. na Retkini, Teofilowie, Widzewie Wschodzie, Chojnach, Olechowie czy Janowie nie powstanie już żadne budownictwo wielorodzinne. Takie budynki mają powstawać wyłącznie w granicach „strefy miejskiej”, wyznaczonej wewnątrz kolei obwodowej. Ale jak egzekwować takie zapisy bez miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, a te, jak jest napisane w projekcie uchwały, dla „obszarów uzupełniających miasta” mają być przygotowywane na samym końcu. Tak więc – projekt uchwały coś „ogranicza”, ale w sumie to nie ogranicza, ponieważ w Studium uwarunkowań bądź w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego są inne zapisy. Co więcej, w przypadku braku miejscowych planów (a one jeśli już są to akurat dla Łodzi są wyjątkiem) dla takich terenów wydawane są warunki zabudowy. I będą z pewnością te warunki zabudowy korzystne dla każdego inwestora jeśli w okolicy jest podobne budownictwo. Tak więc, projekt autorstwa Marka Janiaka nie wstrzyma rozbudowy miasta na jej peryferyjnych osiedlach, a wywoła jedynie informacyjny chaos.

Teraz kilka uwag merytorycznych. Głównym celem projektu jest „zrównoważone miasto kompaktowe, czyli rozwój miasta do wewnątrz”. Rozumiem potrzebę promowania inwestycji w Centrum, w tym inwestycji mieszkaniowych, ale pamiętajmy, że jeśli opowiadamy się za zrównoważonym rozwojem to nie możemy całkowicie ograniczać łodzianom możliwości rozbudowy poza centrum miasta. Tym bardziej, że w projekcie uchwały czytamy: „Zrównoważony rozwój miasta oznacza maksymalne wykorzystanie terenów już zurbanizowanych”. Z tezą tą zgadzam się całkowicie, co więcej wszyscy wiemy, że tereny zurbanizowane znajdują się nie tylko w centrum miasta, ale także na łódzkich osiedlach. Zresztą tereny te dokładnie są opisane w Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego i obejmują co oczywiste łódzkie osiedla mieszkaniowe.

Nieporozumieniem moim zdaniem jest podział, którego dokonał Marek Janiak na „tzw. strefy”. I tak Retkinia, Karolew, Os. Montwiłła - Mireckiego, Teofilów, Widzew Wschód, Chojny, Olechów czy Janów nie są częścią „strefy miejskiej”, a … są „Obszarami Uzupełniającymi”. Strefa miejska za to otacza „strefę wielkomiejską”, czyli ulicę Piotrkowską i okolice. Przyznam, że do tej pory sądziłem, iż jestem miejskim radnym z Retkini i Złotna, a teraz dowiaduję się, że Retkinia to nie miasto tylko jakieś tereny uzupełniające, które zostały następująco określone: „Znaczna ich część znajduje się w początkowej fazie urbanizacji, w jej najgorszym wydaniu – chaotycznej zabudowy przedmieść – niekontrolowanej zabudowy jednorodzinnej, składowo-magazynowej, przemysłowej oraz monofunkcyjnych osiedli mieszkaniowych, nieposiadających cech miejskich”.

Wrzucenie do jednego worka wielkich osiedli mieszkaniowych ze spokojną zabudową terenów rolniczych w Łodzi jest niewłaściwe. Ciekawostką jest natomiast, że Radogoszcz został uznany za „strefę miejską”, mimo iż osiedle to niewiele różni się od Retkini. Jedynym argumentem Marka Janiaka do zaliczenia jednego z tych osiedli do strefy miejskiej jest przebieg linii kolejowych. Ta magiczna granica tzw. Kolei obwodowej nie powinna mieć decydującego wpływu na obecny rozwój Miasta, ponieważ jak słusznie stwierdził na ostatniej sesji radny Mateusz Walasek dzisiejsza polityka przestrzenna Łodzi nie może posiłkować się plonem pracy inżyniera kolejowego z przełomu XIX i XX wieku oraz interesów carskiej administracji i fabrykantów.

Kolejną moją uwagą do tego projektu uchwały jest brak propozycji dla osób, które chcą budować w Łodzi domy jednorodzinne. Czytając ten projekt nie znajdziemy żadnej propozycji. A to wielki błąd. Władze okolicznych gmin z pewnością już zacierają ręce i liczą na szybkie przyjęcie tego projektu uchwały. Być może nawet, gdybyśmy go przyjęli w tym kształcie to dostaniemy od naszych sąsiadów skrzynkę szampana(!) Pamiętajmy, że dziś Łódź ma duży problem z migracją mieszkańców do okolicznych gmin. Wielu łodzian kupuje nieruchomości w Konstantynowie Łódzkim, Aleksandrowie, gminie Zgierz czy Nowosolnej. Na razie dotyczy to głównie budownictwa jednorodzinnego, ale jak ruszy Łódzka Kolej Aglomeracyjna można się spodziewać, że wielu łodzian ze względu na tańsze mieszkania w Pabianicach, Zgierzu czy innych gminach będzie wolała dojeżdżać do pracy pociągiem niż kupować mieszkania w Łodzi. I z tym wyzwaniem musimy się zmierzyć. Dlatego uważam, że polityka miejska dotycząca budownictwa jednorodzinnego oraz wielorodzinnego nie może być tak restrykcyjna i warto wykorzystać obecne tereny wyposażone przez Miasto w infrastrukturę do przyciągania inwestorów. Pamiętajmy także, że część łodzian nie chce mieszkać w kamienicy w Śródmieściu i woli spokojniejsze osiedla wielorodzinne poza ścisłym centrum bądź budownictwo jednorodzinne na obrzeżach. Łodzianie mają do tego prawo. Jeśli władze Łodzi nie będą miały dla własnych mieszkańców dobrej propozycji – stracimy kolejnych łodzian na rzecz okolicznych gmin. A nam przecież o to chyba nie chodzi, prawda? W Łodzi obecnie żyje około 682 tys. osób i co kwartał jest nas o 2 tysiące mniej. Okoliczne gminy takiego problemu demograficznego nie mają.

Wydaje mi się, że o polityce przestrzennej dziś tak naprawdę nie trzeba za wiele dyskutować. Trzeba działać. Uważam, że lepiej byłoby aby dziś pan Marek Janiak, Dyrektor Biura Architekta Miasta, skupił się na opracowywaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla Łodzi, w szczególności na miejscowych planach dotyczących Nowego Centrum Łodzi. Radni od ponad dwóch lat czekają na dwa projekty planów i jak na razie ich nie ma. A skoro uważamy, że naszym priorytetem jest Centrum Miasta to plany miejscowe powinny być już gotowe. A nie są. I temu proponuję poświęcić się pracownikom Biura Architekta Miasta i Miejskiej Pracowni Urbanistycznej.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rada Miejska to nie Hyde Park

W związku z listem otwartym pana Marka Żydowicza przypominam, iż przekazywanie zaproszeń na Sesję Rady Miejskiej jest kompetencją przewodniczącego Rady. Zwołujący ostatnią nadzwyczajną Sesję Rady wiceprzewodniczący Rady pan Grzegorz Matuszak nie zapraszał pana Marka Żydowicza na Sesję. Tak więc, pan Marek Żydowicz nie był na sesji gościem.

Informuję, iż mając na uwadze powagę obrad Rady Miejskiej i pamiętając ostatnie wystąpienie pana Marka Żydowicza na Sesji Rady Miejskiej w Łodzi zakończone niestosownym zachowaniem z Jego strony, a także zachowaniem pana Marka Żydowicza na posiedzeniu Komisji Rozwoju i Działalności Gospodarczej łódzkiej Rady Miejskiej, które zakończyło się awanturą i wyproszeniem pana Żydowicza z obrad Komisji, postanowiłem nie udzielać głosu panu Markowi Żydowiczowi.

Informuję także, iż moja polemika z panem Markiem Żydowiczem odnośnie innych spraw związanych z prowadzoną przez Pana Prezesa spółką nastąpi po zakończeniu postępowania prokuratorskiego.



Tomasz Kacprzak

Przewodniczący Rady Miejskiej w Łodzi

wtorek, 17 lipca 2012

Replika, czyli jaka jest prawda

Nowe Centrum to dziś najważniejszy projekt Łodzi. Jego trzonem jest budowana obecnie podziemna Łódź – Fabryczna, będąca multimodalnym węzłem komunikacyjnym. To zdecydowanie coś więcej niż nowy dworzec kolejowy. To nowoczesny węzeł przesiadkowy łączący kolej, transport miejski oraz autobusy dalekobieżne. Obok niej na 90 ha ma powstać nowa dzielnica – przeznaczona dla inwestycji komercyjnych i publicznych. To miejsce dla kultury, biznesu, a także mam nadzieje na nowe mieszkania. Od lat trwają prace nad koncepcją Nowego Centrum. Pomysłów było wiele, a jak pokazał ostatnio audyt przeprowadzony przez firmę KPMG – realizacja całego programu (z wyjątkiem budowy dworca kolejowego) budzi wiele zastrzeżeń. Radni wszystkich klubów od lat z uwagą obserwują prace nad Centrum, wielokrotnie zgłaszali wiele uwag i zastrzeżeń. Wszystko z troski o dobro Miasta i interes łodzian. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że Nowe Centrum to wielka szansa na rozwój Łodzi i na jej prawdziwy awans do ekstraklasy polskich miast.

Propaganda sukcesu – już to przeżyliśmy

Dlatego też ze zdumieniem przeczytałem tekst Włodzimierza Tomaszewskiego w sprawie Nowego Centrum Łodzi opublikowany w "Dzienniku Łódzkim" 16 lipca br. Z każdym kolejnym słowem przeżywałem powrót do przeszłości - do czasów, kiedy ówczesny Pierwszy Wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski uprawiał propagandę sukcesu, niemającą niestety wiele wspólnego z rzeczywistością.

Przypomnę kilka faktów, ponieważ pisząc o Nowym Centrum warto posługiwać się wyłącznie faktami i dokumentami. O wielu z nich pisałem już w styczniu 2010 roku na swoim blogu. Dziś przypomnę, iż Włodzimierz Tomaszewski jako wiceprezydent Łodzi wprowadzał wielokrotnie łodzian w błąd. I czyni to po dzień dzisiejszy. Całość wypowiedzi znajduje się w protokołach z posiedzeń komisji, a także z Sesji Rady Miejskiej. Są one dostępne i każdy z łatwością może przeczytać co, kto i kiedy powiedział, jakie były zadawane pytania i jakie padały odpowiedzi. Aby ułatwić przeglądanie dokumentów przygotowałem dwie „Białe Księgi” – pierwszą w styczniu 2010 dotyczącą Centrum Festiwalowo – Kongresowego, drugą w lutym 2011 w sprawie EC-1. Polecam lekturę tych materiałów. To są jedynie protokoły i uchwały. Żadnych komentarzy.

Camerimage Łódź Center

Po pierwsze, na Sesji Rady Miejskiej, która odbyła się 27 maja 2009 roku i na której to powołano spółkę prawa handlowego – Camerimage Łódź Center Włodzimierz Tomaszewski mówił wtedy: „Mamy już osiągnięty pewien sukces, ponieważ w wyniku rozmów przedstawicieli Fundacji p. M. Żydowicza mamy przyrzeczenie ze strony F. Gehry’ego, że gotów jest zrealizować koncepcję architektoniczną ograniczając się jedynie do koncepcji. Resztę prac w zakresie projektu budowlanego, wykonawczego byłaby już zlecona firmom wyłonionym w drodze przetargu”.

To kluczowe zdanie. Wiceprezydent Tomaszewski przekonał radnych, aby kupić za 1 mln dolarów koncepcję architektoniczną (co zostało uczynione, a Miasto dało na to spółce w sumie 5,9 mln zł). Później nie było już mowy o przetargu, o ograniczeniu się do koncepcji architektonicznej, a Włodzimierz Tomaszewski chciał kupić projekt budowlany u F. Gehry'ego za 45 mln zł. I to nie wiedząc czy ma pieniądze na wybudowanie Centrum. Dlatego też Rada Miejska, głównie głosami Platformy Obywatelskiej i SLD nie dopuściła do tego aby przeznaczać publiczne środki na projekt za kilkadziesiąt milionów złotych nie wiedząc czy będą pieniądze na budowę całego Centrum Kongresowego. Pytanie, czy działanie, które zaproponował później Włodzimierz Tomaszewski nie miało na celu obejścia ustawy o zamówieniach publicznych?

Specjalna Strefa Sztuki - szklana rura niczym „Miś” Barei

Kolejny „sukces” Włodzimierza Tomaszewskiego to Specjalna Strefa Sztuki. Miasto rozstrzygnęło przetarg na projekt, zapłaciło za niego część - ok. 16 mln złotych, a projektu nigdy nie zrealizujemy. To smutne, wręcz przerażające, w końcu mówimy o publicznych pieniądzach. A dziś Włodzimierz Tomaszewski pisze: „Program NCŁ jest najbardziej transparentny, bo uspołeczniony i partnerski. Jest tu miejsce dla nowych twórców i partnerów (jak np. Libeskind), ale także trzeba rzetelnie traktować tych dotychczasowych. Można wspólnie zmieniać harmonogramy, jednak pozyskane marki niech służą pozyskiwaniu pieniędzy. Dodawajmy, ale nie traćmy tego, co już zyskaliśmy. Wtedy minister kultury wesprze nasze gotowe projekty (CŁC, SSS, nie czekając na warszawskie. Zgoda buduje. Uczciwość gwarantuje.”

„Wizje” , „uczciwość” i świadczenie przeciwko własnemu miastu

Faktycznie zgoda buduje, ale pisanie dziś o gotowych projektach CŁC, SSS i o uczciwości jest kpiną z mieszkańców Łodzi. Audyt KPMG jasno pokazał, że "wizje", o których pisze pan Włodzimierz Tomaszewski kosztowały nasze miasto, a więc nas wszystkich, ponad 20 mln złotych. Wizje, których nie da się zrealizować. Przypomina to trochę słynnego słomianego Misia z filmu Stanisława Barei. Nie jest istotne po co, dlaczego – faktury zapłacone, po projektach za chwilę pozostaną jedynie zapisy w protokołach. Ale były „wizje” i kolosalne wydatki. Odpowiedzialności nie ma.

Przerażające jest to, iż były wiceprezydent Łodzi, a obecnie prezes miejskiej spółki, występuje w sądzie powszechnym przeciwko własnemu Miastu. Dla mnie takie postępowanie dyskwalifikuje daną osobę jako człowieka, który rzekomo jest patriotą swojego miasta i człowiekiem honoru. Co gorsza, Włodzimierz Tomaszewski wciąż wprowadza w błąd łodzian. W swoim tekście napisał: „Gdyby Fundacja chciała zbyć swoją część EC1 na inne cele, musiałaby zwrócić bonifikatę. Zaś samo zbycie przed nakładami inwestycyjnymi mogło być poprzedzone odkupem przez miasto za tę samą cenę -za symboliczną kwotę. To jest uczciwy partnerski układ.”

Tymczasem w uchwale Rady Miejskiej z maja 2006 roku możemy przeczytać: „Zobowiązuje się Prezydenta Miasta Łodzi do zastrzeżenia w umowie sprzedaży nieruchomości, o której mowa w § 1 prawa jej pierwokupu oraz odkupu na czas lat pięciu”. Podobne zapisy są w umowie sprzedaży. Rada wyraźnie zobowiązała Prezydenta do zastrzeżenia w umowie dwóch praw: prawa pierwokupu (w przypadku gdyby Fundacja chciała budynek sprzedać) oraz prawa odkupu na czas lat pięciu (to prawo jest bezwarunkowe). Z roszczeniem dotyczącym prawa odkupu wystąpiły do sądu władze komisaryczne Łodzi w 2010 roku. Obecna Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska roszczenie poparła i walczy o zwrot budynku Miastu. Sąd I instancji przyznał Miastu rację. Teraz oczekujemy na wyrok sądu II instancji i oby był on pomyślny dla Miasta. Przypomnę, iż chodzi o budynek, który po rewitalizacji będzie wart około 100 mln złotych, a który jest obecnie rewitalizowany środkami Miasta i pieniędzmi unijnymi. Dla Włodzimierza Tomaszewskiego nie jest to wystarczający powód, aby bronić interesów Łodzi. Szkoda. Przypomnę, iż Włodzimierz Tomaszewski sprzedał Fundacji ten budynek za kwotę ok. 4 tys. zł, czyli za wartość dobrej klasy telewizora.

Referendum 2010

Na koniec kilka słów o referendum ze stycznia 2010 roku. Włodzimierz Tomaszewski pisze o nim „niszczące referendum”. Moim zdaniem, referendum było potrzebne. Łodzianie dość mieli już arogancji władzy, ciągłych nieobecności prezydenta i skupianiu się Jerzego Kropiwnickiego na drugorzędnych sprawach takich jak budowa fontanny na pl. Dąbrowskiego czy „zakładaniem” czapek miejskim pracownikom. Brakowało zainteresowania prawdziwymi problemami, takimi jak rozpadające się kamienice w Śródmieściu, czy kiepskim transportem publicznym. Skutki tamtych rządów w mieście odczuwamy wszyscy do dziś. Proponuję więcej pokory, mniej samouwielbienia. Panie Prezesie, łodzianie Pańskie rządy ocenili - w referendum. Brało w nim udział ponad sto tysięcy łodzian. Powiedzieli dość. Powinien Pan wyciągnąć z tego wnioski. Żałuję, że Pan tego nie uczynił. A szkoda.

środa, 15 lutego 2012

Rada Miejska jeszcze bardziej transparentna

Od początku lutego Fundacja Fenomen prowadzi projekt dotyczący monitorowania prac łódzkiej Rady Miejskiej. Członkowie Fundacji uczestniczą w posiedzeniach komisji, będą obserwować działania radnych podczas Sesji Rady, a wnioski z tych obserwacji będą przedstawiane opinii publicznej m.in. poprzez specjalną stronę internetową.

Sama idea monitorowania prac Rady Miejskiej bardzo mi się podoba. Dzięki temu będziemy wiedzieli jak usprawnić nasze prace, a przede wszystkim, jak poprawić komunikację z łodzianami. Od lat stawiam na transparentność działań łódzkiego samorządu. W ustawie o samorządzie gminnym zapisane jest, że prace organów samorządu są jawne. Co to oznacza? Otóż każdy łodzianin może uczestniczyć w pracach łódzkiej Rady Miejskiej i otrzymywać wszelkie potrzebne dokumenty. Od lat każdy chętny może obserwować prace radnych podczas sesji z balkonu na Sali Obrad Rady. Poza tym, w poprzedniej kadencji wprowadziliśmy do Statutu Miasta zapis, iż wszystkie interpelacje radnych oraz odpowiedzi prezydenta miasta na nie, są umieszczane w na stronie internetowej Urzędu Miasta. Ponadto, w internecie znajdują się projekty uchwał, porządki obrad (sesji oraz komisji), a także protokoły z Sesji. Wprowadziliśmy także system elektronicznego głosowania, dzięki któremu obrady można sprawniej prowadzić, a w archiwach Rady pozostają wyniki wszystkich głosowań (każdy łodzianin może sprawdzić jak który radny głosował w poszczególnych sprawach).

Po dość długiej rozmowie z prezesem Fundacji Fenomen, która przez najbliższe piętnaście miesięcy będzie monitorować nasze prace postanowiłem, iż w internecie pojawią się także protokoły z posiedzeń komisji Rady, a wyniki głosowań będzie można pobrać bezpośrednio ze strony internetowej, a nie jak to jest obecnie – otrzymać w formie papierowej z Biura Rady Miejskiej. Bardzo poważnie zastanawiamy się także nad transmisją internetową obrad Rady. Szukamy najtańszego rozwiązania. Dziś na sali obrad znajdują się dwie kamery monitoringu. Mam nadzieję, że uda nam się wykorzystać je do przekazywania obrad „on line” wszystkim zainteresowanym łodzianom. W końcu, realizując zasadę jawności, chcemy być transparentni w 100 procentach. Czekam na kolejne ciekawe propozycje…

wtorek, 7 lutego 2012

Co dalej z łódzkimi wodociągami?

Wczoraj w Politechnice Łódzkiej odbyła się debata dotycząca prywatyzacji ZWiK, czyli Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Pomysł sprzedania tej jednej z najlepszych łódzkich spółek komunalnych przedstawił niedawno wiceprezydent Łodzi Marek Cieślak. Debatę zorganizowali przeciwnicy prywatyzacji – pracownicy ZWiK. Przyznam, że z zaciekawieniem poszedłem wczoraj na Politechnikę, ponieważ chciałem posłuchać argumentów za i przeciw. Przyznam, że nie mam jeszcze wyrobionego zdania w tej sprawie. Czekam, jak i pozostali radni, na raport prywatyzacyjny – przygotowywany na zlecenie Prezydent Miasta. Chcę dokładnie wiedzieć jakie są korzyści i zagrożenia z ewentualnej prywatyzacji lub odstąpienia od niej. A każda okazja do poznania wszelkich argumentów jest bardzo dobra.

Tak więc, oczekiwania przed debatą były spore. A jak ona przebiegała? Zamiast debaty ekspertów – zaczęło się od deklaracji politycznych posłów PiS oraz SLD. Potem nastąpiły wystąpienia przedstawicieli świata nauki. Żałuję, że organizatorzy debaty (związkowcy ZWiK) zaprosili głównie osoby krytykujące projekt prywatyzacji, a osób z odmiennym zdaniem było niewiele. Poza tym, liczyłem, że będą padały… liczby. Kwoty które miasto uzyska ze sprzedaży, a także ile może kosztować w przyszłości woda. Liczby, liczby, liczby… W końcu mówimy o wielkich pieniądzach. Podobno z prywatyzacji spółki Miasto może uzyskać około 250 – 350 mln. złotych. Podobno… I zamiast liczb w debacie pojawiły się głównie ogólne tezy dotyczące samej idei prywatyzacji. Szczegółów było niewiele. I dotyczy to obu stron debaty. Niewiele się także mówiło o tym, że ZWIK to dziś głównie operator dostarczający wodę, a właścicielem rur jest inna miejska spółka – ŁSI, czyli Łódzka Spółka Infrastrukturalna.

Ale nie żałuję, że uczestniczyłem w tym spotkaniu. Jedno jest pewne – losami łódzkich wodociągów, a także przyszłymi cenami wody interesuje się wielu łodzian (co jest zresztą oczywiste ze względu na nasze domowe wydatki). To pierwsza tego typu debata. Z pewnością będą następne.

Na najbliższej Sesji Rady Miejskiej, która odbędzie się 22 lutego – w Dużej Sali Obrad łódzkiego samorządu odbędzie się dyskusja nad obywatelskim projektem w sprawie prywatyzacji ZWIK. Potem dyskusja o prywatyzacji spółek komunalnych. Mam nadzieję, że do tego czasu pojawi się już raport prywatyzacyjny, a łodzianie (nie tylko radni) usłyszą … liczby. To jedna z najważniejszych dyskusji i decyzji, które będziemy niedługo podejmować. Dlatego wszyscy muszą być do tej debaty dobrze przygotowani. Dziś tak niestety nie jest.

I jeszcze jedno. Przed podjęciem decyzji o ewentualnej prywatyzacji ZWiK, Miasto musi zamienić się ze spółką terenami. Dlaczego? Otóż obecna siedziba ZWiK przy ul. Wierzbowej to w przyszłości będzie fragment Nowego Centrum Łodzi. Na wizualizacjach NCŁ jest to m.in. teren zielony. Ale co będzie mieściło się tam w przyszłości tego dziś jeszcze nie wiemy, ponieważ nie są jeszcze gotowe miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. W koncepcji NCŁ, w tej okolicy mają powstawać wysokościowce. Nie wyobrażam sobie, aby po wybudowaniu nowego dworca Łódź – Fabryczna, na terenie Nowego Centrum, łódzcy wodociągowcy trzymali swoje maszyny i mieli zaplecze techniczne. Poza tym szacuje się, że sama nieruchomość ZWiK może być warta ok. 80 mln zł. Tak więc jeśli myślimy już o sprzedaży spółki – dokonajmy najpierw zamiany gruntów. Nawet jeśli nie sprzedamy ZWiK i tak będziemy musieli poszukać nowego miejsca dla sprzętu spółki. W końcu Nowe Centrum ma nas zachwycać ciekawą architekturą, a nie blaszanymi garażami.