wtorek, 17 lipca 2012

Replika, czyli jaka jest prawda

Nowe Centrum to dziś najważniejszy projekt Łodzi. Jego trzonem jest budowana obecnie podziemna Łódź – Fabryczna, będąca multimodalnym węzłem komunikacyjnym. To zdecydowanie coś więcej niż nowy dworzec kolejowy. To nowoczesny węzeł przesiadkowy łączący kolej, transport miejski oraz autobusy dalekobieżne. Obok niej na 90 ha ma powstać nowa dzielnica – przeznaczona dla inwestycji komercyjnych i publicznych. To miejsce dla kultury, biznesu, a także mam nadzieje na nowe mieszkania. Od lat trwają prace nad koncepcją Nowego Centrum. Pomysłów było wiele, a jak pokazał ostatnio audyt przeprowadzony przez firmę KPMG – realizacja całego programu (z wyjątkiem budowy dworca kolejowego) budzi wiele zastrzeżeń. Radni wszystkich klubów od lat z uwagą obserwują prace nad Centrum, wielokrotnie zgłaszali wiele uwag i zastrzeżeń. Wszystko z troski o dobro Miasta i interes łodzian. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że Nowe Centrum to wielka szansa na rozwój Łodzi i na jej prawdziwy awans do ekstraklasy polskich miast.

Propaganda sukcesu – już to przeżyliśmy

Dlatego też ze zdumieniem przeczytałem tekst Włodzimierza Tomaszewskiego w sprawie Nowego Centrum Łodzi opublikowany w "Dzienniku Łódzkim" 16 lipca br. Z każdym kolejnym słowem przeżywałem powrót do przeszłości - do czasów, kiedy ówczesny Pierwszy Wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski uprawiał propagandę sukcesu, niemającą niestety wiele wspólnego z rzeczywistością.

Przypomnę kilka faktów, ponieważ pisząc o Nowym Centrum warto posługiwać się wyłącznie faktami i dokumentami. O wielu z nich pisałem już w styczniu 2010 roku na swoim blogu. Dziś przypomnę, iż Włodzimierz Tomaszewski jako wiceprezydent Łodzi wprowadzał wielokrotnie łodzian w błąd. I czyni to po dzień dzisiejszy. Całość wypowiedzi znajduje się w protokołach z posiedzeń komisji, a także z Sesji Rady Miejskiej. Są one dostępne i każdy z łatwością może przeczytać co, kto i kiedy powiedział, jakie były zadawane pytania i jakie padały odpowiedzi. Aby ułatwić przeglądanie dokumentów przygotowałem dwie „Białe Księgi” – pierwszą w styczniu 2010 dotyczącą Centrum Festiwalowo – Kongresowego, drugą w lutym 2011 w sprawie EC-1. Polecam lekturę tych materiałów. To są jedynie protokoły i uchwały. Żadnych komentarzy.

Camerimage Łódź Center

Po pierwsze, na Sesji Rady Miejskiej, która odbyła się 27 maja 2009 roku i na której to powołano spółkę prawa handlowego – Camerimage Łódź Center Włodzimierz Tomaszewski mówił wtedy: „Mamy już osiągnięty pewien sukces, ponieważ w wyniku rozmów przedstawicieli Fundacji p. M. Żydowicza mamy przyrzeczenie ze strony F. Gehry’ego, że gotów jest zrealizować koncepcję architektoniczną ograniczając się jedynie do koncepcji. Resztę prac w zakresie projektu budowlanego, wykonawczego byłaby już zlecona firmom wyłonionym w drodze przetargu”.

To kluczowe zdanie. Wiceprezydent Tomaszewski przekonał radnych, aby kupić za 1 mln dolarów koncepcję architektoniczną (co zostało uczynione, a Miasto dało na to spółce w sumie 5,9 mln zł). Później nie było już mowy o przetargu, o ograniczeniu się do koncepcji architektonicznej, a Włodzimierz Tomaszewski chciał kupić projekt budowlany u F. Gehry'ego za 45 mln zł. I to nie wiedząc czy ma pieniądze na wybudowanie Centrum. Dlatego też Rada Miejska, głównie głosami Platformy Obywatelskiej i SLD nie dopuściła do tego aby przeznaczać publiczne środki na projekt za kilkadziesiąt milionów złotych nie wiedząc czy będą pieniądze na budowę całego Centrum Kongresowego. Pytanie, czy działanie, które zaproponował później Włodzimierz Tomaszewski nie miało na celu obejścia ustawy o zamówieniach publicznych?

Specjalna Strefa Sztuki - szklana rura niczym „Miś” Barei

Kolejny „sukces” Włodzimierza Tomaszewskiego to Specjalna Strefa Sztuki. Miasto rozstrzygnęło przetarg na projekt, zapłaciło za niego część - ok. 16 mln złotych, a projektu nigdy nie zrealizujemy. To smutne, wręcz przerażające, w końcu mówimy o publicznych pieniądzach. A dziś Włodzimierz Tomaszewski pisze: „Program NCŁ jest najbardziej transparentny, bo uspołeczniony i partnerski. Jest tu miejsce dla nowych twórców i partnerów (jak np. Libeskind), ale także trzeba rzetelnie traktować tych dotychczasowych. Można wspólnie zmieniać harmonogramy, jednak pozyskane marki niech służą pozyskiwaniu pieniędzy. Dodawajmy, ale nie traćmy tego, co już zyskaliśmy. Wtedy minister kultury wesprze nasze gotowe projekty (CŁC, SSS, nie czekając na warszawskie. Zgoda buduje. Uczciwość gwarantuje.”

„Wizje” , „uczciwość” i świadczenie przeciwko własnemu miastu

Faktycznie zgoda buduje, ale pisanie dziś o gotowych projektach CŁC, SSS i o uczciwości jest kpiną z mieszkańców Łodzi. Audyt KPMG jasno pokazał, że "wizje", o których pisze pan Włodzimierz Tomaszewski kosztowały nasze miasto, a więc nas wszystkich, ponad 20 mln złotych. Wizje, których nie da się zrealizować. Przypomina to trochę słynnego słomianego Misia z filmu Stanisława Barei. Nie jest istotne po co, dlaczego – faktury zapłacone, po projektach za chwilę pozostaną jedynie zapisy w protokołach. Ale były „wizje” i kolosalne wydatki. Odpowiedzialności nie ma.

Przerażające jest to, iż były wiceprezydent Łodzi, a obecnie prezes miejskiej spółki, występuje w sądzie powszechnym przeciwko własnemu Miastu. Dla mnie takie postępowanie dyskwalifikuje daną osobę jako człowieka, który rzekomo jest patriotą swojego miasta i człowiekiem honoru. Co gorsza, Włodzimierz Tomaszewski wciąż wprowadza w błąd łodzian. W swoim tekście napisał: „Gdyby Fundacja chciała zbyć swoją część EC1 na inne cele, musiałaby zwrócić bonifikatę. Zaś samo zbycie przed nakładami inwestycyjnymi mogło być poprzedzone odkupem przez miasto za tę samą cenę -za symboliczną kwotę. To jest uczciwy partnerski układ.”

Tymczasem w uchwale Rady Miejskiej z maja 2006 roku możemy przeczytać: „Zobowiązuje się Prezydenta Miasta Łodzi do zastrzeżenia w umowie sprzedaży nieruchomości, o której mowa w § 1 prawa jej pierwokupu oraz odkupu na czas lat pięciu”. Podobne zapisy są w umowie sprzedaży. Rada wyraźnie zobowiązała Prezydenta do zastrzeżenia w umowie dwóch praw: prawa pierwokupu (w przypadku gdyby Fundacja chciała budynek sprzedać) oraz prawa odkupu na czas lat pięciu (to prawo jest bezwarunkowe). Z roszczeniem dotyczącym prawa odkupu wystąpiły do sądu władze komisaryczne Łodzi w 2010 roku. Obecna Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska roszczenie poparła i walczy o zwrot budynku Miastu. Sąd I instancji przyznał Miastu rację. Teraz oczekujemy na wyrok sądu II instancji i oby był on pomyślny dla Miasta. Przypomnę, iż chodzi o budynek, który po rewitalizacji będzie wart około 100 mln złotych, a który jest obecnie rewitalizowany środkami Miasta i pieniędzmi unijnymi. Dla Włodzimierza Tomaszewskiego nie jest to wystarczający powód, aby bronić interesów Łodzi. Szkoda. Przypomnę, iż Włodzimierz Tomaszewski sprzedał Fundacji ten budynek za kwotę ok. 4 tys. zł, czyli za wartość dobrej klasy telewizora.

Referendum 2010

Na koniec kilka słów o referendum ze stycznia 2010 roku. Włodzimierz Tomaszewski pisze o nim „niszczące referendum”. Moim zdaniem, referendum było potrzebne. Łodzianie dość mieli już arogancji władzy, ciągłych nieobecności prezydenta i skupianiu się Jerzego Kropiwnickiego na drugorzędnych sprawach takich jak budowa fontanny na pl. Dąbrowskiego czy „zakładaniem” czapek miejskim pracownikom. Brakowało zainteresowania prawdziwymi problemami, takimi jak rozpadające się kamienice w Śródmieściu, czy kiepskim transportem publicznym. Skutki tamtych rządów w mieście odczuwamy wszyscy do dziś. Proponuję więcej pokory, mniej samouwielbienia. Panie Prezesie, łodzianie Pańskie rządy ocenili - w referendum. Brało w nim udział ponad sto tysięcy łodzian. Powiedzieli dość. Powinien Pan wyciągnąć z tego wnioski. Żałuję, że Pan tego nie uczynił. A szkoda.

środa, 15 lutego 2012

Rada Miejska jeszcze bardziej transparentna

Od początku lutego Fundacja Fenomen prowadzi projekt dotyczący monitorowania prac łódzkiej Rady Miejskiej. Członkowie Fundacji uczestniczą w posiedzeniach komisji, będą obserwować działania radnych podczas Sesji Rady, a wnioski z tych obserwacji będą przedstawiane opinii publicznej m.in. poprzez specjalną stronę internetową.

Sama idea monitorowania prac Rady Miejskiej bardzo mi się podoba. Dzięki temu będziemy wiedzieli jak usprawnić nasze prace, a przede wszystkim, jak poprawić komunikację z łodzianami. Od lat stawiam na transparentność działań łódzkiego samorządu. W ustawie o samorządzie gminnym zapisane jest, że prace organów samorządu są jawne. Co to oznacza? Otóż każdy łodzianin może uczestniczyć w pracach łódzkiej Rady Miejskiej i otrzymywać wszelkie potrzebne dokumenty. Od lat każdy chętny może obserwować prace radnych podczas sesji z balkonu na Sali Obrad Rady. Poza tym, w poprzedniej kadencji wprowadziliśmy do Statutu Miasta zapis, iż wszystkie interpelacje radnych oraz odpowiedzi prezydenta miasta na nie, są umieszczane w na stronie internetowej Urzędu Miasta. Ponadto, w internecie znajdują się projekty uchwał, porządki obrad (sesji oraz komisji), a także protokoły z Sesji. Wprowadziliśmy także system elektronicznego głosowania, dzięki któremu obrady można sprawniej prowadzić, a w archiwach Rady pozostają wyniki wszystkich głosowań (każdy łodzianin może sprawdzić jak który radny głosował w poszczególnych sprawach).

Po dość długiej rozmowie z prezesem Fundacji Fenomen, która przez najbliższe piętnaście miesięcy będzie monitorować nasze prace postanowiłem, iż w internecie pojawią się także protokoły z posiedzeń komisji Rady, a wyniki głosowań będzie można pobrać bezpośrednio ze strony internetowej, a nie jak to jest obecnie – otrzymać w formie papierowej z Biura Rady Miejskiej. Bardzo poważnie zastanawiamy się także nad transmisją internetową obrad Rady. Szukamy najtańszego rozwiązania. Dziś na sali obrad znajdują się dwie kamery monitoringu. Mam nadzieję, że uda nam się wykorzystać je do przekazywania obrad „on line” wszystkim zainteresowanym łodzianom. W końcu, realizując zasadę jawności, chcemy być transparentni w 100 procentach. Czekam na kolejne ciekawe propozycje…

wtorek, 7 lutego 2012

Co dalej z łódzkimi wodociągami?

Wczoraj w Politechnice Łódzkiej odbyła się debata dotycząca prywatyzacji ZWiK, czyli Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Pomysł sprzedania tej jednej z najlepszych łódzkich spółek komunalnych przedstawił niedawno wiceprezydent Łodzi Marek Cieślak. Debatę zorganizowali przeciwnicy prywatyzacji – pracownicy ZWiK. Przyznam, że z zaciekawieniem poszedłem wczoraj na Politechnikę, ponieważ chciałem posłuchać argumentów za i przeciw. Przyznam, że nie mam jeszcze wyrobionego zdania w tej sprawie. Czekam, jak i pozostali radni, na raport prywatyzacyjny – przygotowywany na zlecenie Prezydent Miasta. Chcę dokładnie wiedzieć jakie są korzyści i zagrożenia z ewentualnej prywatyzacji lub odstąpienia od niej. A każda okazja do poznania wszelkich argumentów jest bardzo dobra.

Tak więc, oczekiwania przed debatą były spore. A jak ona przebiegała? Zamiast debaty ekspertów – zaczęło się od deklaracji politycznych posłów PiS oraz SLD. Potem nastąpiły wystąpienia przedstawicieli świata nauki. Żałuję, że organizatorzy debaty (związkowcy ZWiK) zaprosili głównie osoby krytykujące projekt prywatyzacji, a osób z odmiennym zdaniem było niewiele. Poza tym, liczyłem, że będą padały… liczby. Kwoty które miasto uzyska ze sprzedaży, a także ile może kosztować w przyszłości woda. Liczby, liczby, liczby… W końcu mówimy o wielkich pieniądzach. Podobno z prywatyzacji spółki Miasto może uzyskać około 250 – 350 mln. złotych. Podobno… I zamiast liczb w debacie pojawiły się głównie ogólne tezy dotyczące samej idei prywatyzacji. Szczegółów było niewiele. I dotyczy to obu stron debaty. Niewiele się także mówiło o tym, że ZWIK to dziś głównie operator dostarczający wodę, a właścicielem rur jest inna miejska spółka – ŁSI, czyli Łódzka Spółka Infrastrukturalna.

Ale nie żałuję, że uczestniczyłem w tym spotkaniu. Jedno jest pewne – losami łódzkich wodociągów, a także przyszłymi cenami wody interesuje się wielu łodzian (co jest zresztą oczywiste ze względu na nasze domowe wydatki). To pierwsza tego typu debata. Z pewnością będą następne.

Na najbliższej Sesji Rady Miejskiej, która odbędzie się 22 lutego – w Dużej Sali Obrad łódzkiego samorządu odbędzie się dyskusja nad obywatelskim projektem w sprawie prywatyzacji ZWIK. Potem dyskusja o prywatyzacji spółek komunalnych. Mam nadzieję, że do tego czasu pojawi się już raport prywatyzacyjny, a łodzianie (nie tylko radni) usłyszą … liczby. To jedna z najważniejszych dyskusji i decyzji, które będziemy niedługo podejmować. Dlatego wszyscy muszą być do tej debaty dobrze przygotowani. Dziś tak niestety nie jest.

I jeszcze jedno. Przed podjęciem decyzji o ewentualnej prywatyzacji ZWiK, Miasto musi zamienić się ze spółką terenami. Dlaczego? Otóż obecna siedziba ZWiK przy ul. Wierzbowej to w przyszłości będzie fragment Nowego Centrum Łodzi. Na wizualizacjach NCŁ jest to m.in. teren zielony. Ale co będzie mieściło się tam w przyszłości tego dziś jeszcze nie wiemy, ponieważ nie są jeszcze gotowe miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. W koncepcji NCŁ, w tej okolicy mają powstawać wysokościowce. Nie wyobrażam sobie, aby po wybudowaniu nowego dworca Łódź – Fabryczna, na terenie Nowego Centrum, łódzcy wodociągowcy trzymali swoje maszyny i mieli zaplecze techniczne. Poza tym szacuje się, że sama nieruchomość ZWiK może być warta ok. 80 mln zł. Tak więc jeśli myślimy już o sprzedaży spółki – dokonajmy najpierw zamiany gruntów. Nawet jeśli nie sprzedamy ZWiK i tak będziemy musieli poszukać nowego miejsca dla sprzętu spółki. W końcu Nowe Centrum ma nas zachwycać ciekawą architekturą, a nie blaszanymi garażami.

wtorek, 31 stycznia 2012

Ma być bezpieczniej…

W ostatni piątek (27 stycznia) uczestniczyłem w spotkaniu zespołu, który ma przygotować Miejski Program Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Łodzi na lata 2012-2014. Z inicjatywą stworzenia takiego programu wystąpiłem na Sesji Rady Miejskiej już w sierpniu ubiegłego roku (wówczas Rada przyjęła uchwałę w sprawie kierunków działania dla Prezydent Miasta), ale prace rozpoczęły się tak naprawdę dopiero w listopadzie. Mimo sporego opóźnienia, po pracach zespołu widać, że program powstaje. Zespołem kieruje obecnie dyrektor Zarządu Dróg i Transportu, a w jego skład wchodzą m.in. przedstawiciele Policji, Straży Miejskiej, Inspekcji Transportu Drogowego, Wydziału Edukacji UMŁ, MPK, a także osoby spoza instytucji publicznych. Z niecierpliwością czekam na efekt. A ma być to program, który „zepnie” działania wielu łódzkich służb i spowoduje, że na łódzkich ulicach będzie bezpieczniej. A dziś niestety bezpiecznie nie jest. Co chwila słyszymy o tragicznym wypadku, o potrąceniach oraz o innych zdarzeniach drogowych. Kto jest temu głównie winien? My sami – kierowcy. Wymuszenie pierwszeństwa przejazdu czy też jazda na czerwonym świetle to główne przyczyny wypadków na terenie Łodzi. Działania samej Policji nie pomogą. Stąd pomysł, aby koordynować działania.

Postanowiliśmy, że zespół będzie miał stały charakter i w przyszłości będzie monitorował bezpieczeństwo na łódzkich drogach. Przyznam, że wszyscy byli zdziwieni faktem, iż do tej pory nie było tego typu „ciała”, które zajmie się kompleksowo bezpieczeństwem na łódzkich ulicach. Na szczęście dziś już jest.

Co dalej? Zespół przygotowuje program, który będzie przedstawiony do akceptacji Radzie Miejskiej. Wówczas odbędzie się publiczna debata dotycząca bezpieczeństwa na łódzkich ulicach. A co będzie w programie?

Po pierwsze, nowoczesna infrastruktura. Czyli bezpieczne skrzyżowania (w tym specjalnie oznaczone na kolorowo pasy ruchu), wagi dla TIRów, dodatkowe parkingi, wyniesione przejścia dla pieszych, znaki drogowe o zmiennej treści (szczególnie na wlotach do miasta oraz głównych skrzyżowaniach). Ma zostać także dokonany przegląd wszystkich znaków drogowych w Łodzi oraz zweryfikowane zostaną ograniczenia prędkości. I tak np. na ul. Rokicińskiej już podniesiono prędkość z 60 na 70 km/h. Poprawa bezpieczeństwa nie musi w każdym miejscu oznaczać ograniczeń prędkości. Za to zespół bardzo poważnie zastanawia się czy utworzyć w centrum strefę „Tempo 30”. To nie będzie łatwa decyzja. Dziś wiemy już, że na al. Mickiewicza/Piłsudskiego oraz al. Kościuszki/Zachodnia nie można ograniczyć tak drastycznie prędkości. A na ul. Moniuszki to właściwie dziś już taka strefa praktycznie jest.

Po drugie, ważna jest edukacja, stąd duży udział w pracach zespołu pracowników Wydziału Edukacji. Oprócz modernizacji miasteczek ruchu drogowego przy ul. Małachowskiego oraz ul. Parkowej, które są już zaplanowane - Wydział zastanawia się nad stworzeniem kolejnego miasteczka. Być może na Widzewie albo na Retkini. Dzięki temu dzieci z łódzkich szkół będą miały gdzie ćwiczyć.

Cieszę się także z aktywnego udziału łódzkich „krokodyli”, czyli Inspektorów Transportu Drogowego. Mają wiele pomysłów, a przede wszystkim motywację do walki z przeciążonymi ciężarówkami, które niszczą nawierzchnię naszych ulic.

Już niedługo zespół przygotuje dokument. Przyznam, że nie mogę doczekać się już dnia, w którym będzie on realizowany, a na łódzkich ulicach dzięki mądrym działaniom będzie bezpieczniej.

czwartek, 26 stycznia 2012

O Placu Wolności i … łódzkim Ratuszu

Pomysł pani prezydent Hanny Zdanowskiej dotyczący przebudowy Placu Wolności wzbudza wśród łodzian wiele emocji. Jedni są nim zachwyceni, inni – w całości odrzucają pomysł, uznając go za nierealny. Co ciekawe, kontrowersji nie wywołuje sam pomysł przebudowy placu, a związane z nim przesunięcie pomnika Tadeusza Kościuszki. W żargonie wojskowym takie przesunięcie to „alokacja”. Pamiętam wiceministra Obrony Narodowej, który podczas swojej wizyty w Łodzi we wrześniu zeszłego roku przekazał nam informację, że „wojsko wstrzymało alokację maszyn” (chodziło o wywożenie z Łodzi do Dęblina eksponatów z kolekcji lotniczej na Lublinku). Był to początek do tworzącego się obecnie Muzeum Lotnictwa w Łodzi (już niedługo sprawa ta pojawi się na sesji Rady Miejskiej). Ale wróćmy do pomnika. Marek Janiak, Architekt Miasta, ma pomysł na „alokację” Naczelnika. Pomnik według nowych koncepcji - ma on być przesunięty na północ, tak aby na samym placu było więcej miejsca na organizację imprez masowych.
Idea rewitalizacji placu jest mi bliska, warto aby ożywić to miejsce, ponieważ dziś niewiele się dzieje w tych okolicach. Są tam dwie kawiarnie i kilka innych lokali, ale placowi jest daleko do miejsca tętniącego życiem. Nie pomogła fontanna (na Placu Dąbrowskiego też niestety nie, co zresztą było do przewidzenia), ani Pomnik Ulicy Piotrkowskiej. Te dwie małe inwestycje, będące tak naprawdę pewną formą happeningu miały przypomnieć łodzianom, że warto przyjść na Plac Wolności.

Obecnie trwają dyskusje – co dalej z Placem Wolności. Jaki ma być, czy przesuwać Naczelnika, jeśli tak to gdzie dokładnie. Pojawiają się nawet głosy (tych zupełnie nie rozumiem), aby pomnik Tadeusza Kościuszki przenieść na Stary Rynek. Przyznam, że cieszę się, że łodzianie aktywnie włączyli się w dyskusję o naszym mieście. Decyzja dotycząca „alokacji” Naczelnika zapadnie pewnie 22 lutego na Sesji Rady Miejskiej. Do tego czasu możemy prowadzić dialog i przedstawiać swoje argumenty. Ważne, aby ostateczna decyzja dotycząca lokalizacji pomnika była zgodna z wolą łodzian. Nie będzie nic gorszego jak podjęcie decyzji wbrew łodzianom. W końcu Naczelnik to jeden z symboli Łodzi.

Przy okazji prezentacji pomysłów na rewitalizację Placu Wolności „wraca” sprawa Ratusza Miejskiego. Zabytkowy Ratusz, zlokalizowany na Placu Wolności i ul. Piotrkowskiej, jest dziś siedzibą Archiwum Państwowego. Kilka lat temu byłem inicjatorem akcji „Przywróćmy Łodzi Ratusz”. Radni podjęli wówczas uchwałę - stanowisko, a wiele osób wyobrażało już sobie jak wspaniale będzie w przyszłości wyglądał odnowiony budynek z 1823 roku, w którym w XIX wieku obradowali miejscy rajcy. Jednym z elementów projektu było nadanie budynkowi nowej funkcji. Padł nawet pomysł, aby zlokalizować w Ratuszu Centrum dla działających w Łodzi NGO-sów. Wszystko niestety zatrzymało się o niechęć poprzednich władz Łodzi do projektu. Przez ostatnie dwa lata niestety niewiele w tej sprawie zrobili kolejni prezydenci, ale dziś zapala się światełko w tunelu, ponieważ ostatnio prezydent Łodzi Hanna Zdanowska zadeklarowała na Sesji Rady Miejskiej, że przejęcie budynku dawnego Ratusza przez miasto będzie jednym z elementów rewitalizacji Placu Wolności. Liczę, że działania w tej sprawie niebawem nabiorą rozpędu. Warto uratować ten historyczny budynek i … przywrócić go łodzianom. Szczególnie jeśli tuż przed nim ma powstać nowa przestrzeń publiczna, której w naszym mieście tak bardzo nam brakuje.